Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
53 posty 9 komentarzy

Dzien jak codzien

MarianStefan - Mieszkam w DPS dla Kombatantow w Zielonej Gorze

Wyprowadzka 2

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

O niektórych przeczuciach

 W telewizji pokazał się Andrzej L.,znany polityk. Moja dziewczyna skomentowała to:

- Niedługo umrze.

- Jest chory?

- Nie wiem czy jest chory. Umrze.

Z lekceważeniem powiedziałem:

- Widać, że nie znasz się na polityce, wiesz co by to było, gdyby umarł w niewyjasnionych okolicznościach? Ludzie by się zbuntowali, a chyba nikt nie chce zadymy.

Po kilku dniach Andrzej L. już nie żył i nikt jakoś się nie wzburzył. Ale dano sygnał, że żadne stanowisko ani popularność nie gwarantuje, że nie popełni się samobójstwa.

Spotkałem na mieście lekarza, który mnie leczył. Schudł parę kilo i moim zdaniem wyglądał dobrze. Powiedziałem o swoich odczuciach Ani. Odpowiedziała:

- Wcale nie wyglada dobrze. Jest poważnie chory.

- Jak to powiedzieć lekarzowi, ordynatorowi, że ma zrobić badania...

Długo się zastanawiałem, w końcu wziałem głęboki oddech i zadzwoniłem do niego. Gdy powiedziałem mu o badaniach usłyszałem tylko:

- Dobrze.

Badania nic nie wykazały. Po skończonej pracy wsiadł do swojego terenowego samochodu i ruszył. Daleko nie pojechał, stracił nagle przytomność i potrącił śmiertelnie jakiegoś człowieka.

Lekarzowi zrobiono ponownie badania, tym razem chyba dokładniejsze. Wykryto raka mózgu.

W krótkim czasie po tym, jak przyszedłem do Domu Kombatanta, on zmarł.

Niedaleko mojego pokoju znajduje się moja i sąsiada toaleta. Ze względu na swój stan blokowałem to miejsce godzinami. Chciałem prosić administrację o przeniesienie, by nikomu nie wadzic. Ania powiedziała: 

- Jeszcze trochę się wstrzymaj.

Jakoś te słowa zabrzmiały dla mnie grożnie. Gdy sąsiad poczuł się trochę żle, prosiłem go, by poszedł do szpitala i dał się zbadać. Popatrzył na mnie:

- Jesteś lekarzem? Jesli nie, to się nie wtracaj. Siejesz tylko panikę.

Wieczorem zabrano go na pogotowie. Udar mózgu. W szpitalu był dwa miesiące. Gdy wrócił, dużo ćwiczył, mnie uważał za lenia. Skwitowałem go słowami:

- Pan jest po udarze mózgu dziesięć tygodni, a ja dziesięć lat.

Gdy wracał z toalety, stracił  równowagę i się przewrócił. Leżał pod moimi drzwiami. Sytuacja była tragiczna. Powiedział:

- Jak przyjdą do mnie, to powiedz im, że tu leżę.

To jego ostatnie zdanie mnie rozśmieszyło, bo sobie wyobraziłem, że ktoś przechodzi przez niego i go nie zauważa.

Od miesiąca sąsiad nie żyje. Na jego miejsce dali jakąś schorowaną panią, nie wychodzącą do toalety. Teraz cała ubikacja jest moja.

Miałem przeczucia, że sobie złamię nogę; Ania też zaczęła o tym mówić. Zarówno ona, jak i ja potrafiliśmy określić miejsce złamania. Zastanawialiśmy się, co dalej będzie. DPS-y nie wchodziły w rachubę; za drogie.

Wychodziłem na balkon poćwiczyć. Gdybym stracił równowagę, spadłbym na ziemię z dziesiątego piętra. Nie skonczyłoby się na złamaniu. Jeszcze bym zobaczył, jak mają urządzone mieszkania sąsiedzi, ale już raczej nikomu bym o tym ni powiedział.

Nogę złamałem, jestem w DPS Kombatant, dokładnie nie wiem, kto mi pomógł. Można usłyszeć o ttym różne legendy, prawie wszystkie nieprawdziwe.

c.d.n.

 

 

 

Spisała Ania

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031